RECENZJA
Pręga – świat przyszłości
Zdając sobie sprawę, że podróż w otchłań starości właśnie się zaczęła, MMX
(alter ego autora) postanowił zapytać nas o to co będzie po nas. Nie jest to
łatwe pytanie. Bo nie jest łatwo zapytać i snuć przypuszczenia na temat atmosfery
wśród naszych bliskich po naszej śmierci. Akcja wymyślonej rzeczywistości Pręgi toczy się w XXXI wieku. Zatem jest
to umiarkowanie odległa, jak na SF, perspektywa czasowa. Mimo to nie mamy poczucia
komfortu, że to pytanie to nie do nas.
Pytanie dotyczy nas i to bardzo.
Chociaż poziom absurdu, który towarzyszy życiu mieszkańców boksowisk może
nas jednak zmylić. Przecież wiemy z codziennej obserwacji naszej
współczesności, że nożyce powszechnego zgłupienia masskultury oraz potrzeba
wiedzy, dostępnej jedynie wybranym, pozwalająca rozumieć technologie, choćby na
ich podstawowym poziomi, rozwarły się już tak, że teoretycznie możliwe trzysta
sześćdziesiąt stopni jest niebezpiecznie blisko. Ma to bezpośredni wpływ na
nieuchronny upadek bezpiecznego, współczesnego nam świata, w którym wydaje się
nam, że go rozumiemy i rządzimy nim pośrednio dzięki demokracji.
Dwubiegunowe społeczeństwo lat dwudziestych XXXI wieku – czasów akcji Pręgi, wydaje się być stabilne i
na swój sposób szczęśliwe. Mieszkańcom przytraktowych boksowisk nie brakuje ani
‘chleba’, bo jest on dostarczany z automatycznie sterowanych instalacji
zasilanych energią słońca, ani ’igrzysk’, ponieważ te serwowane są w rozszerzonej,
ale uproszczonej do kilku schematów wirtualnej rzeczywistości, dostępna w
ilości, nie dającej się skonsumować nawet żyjącym po sto sześćdziesiąt lat
pręgowiczanom. Ktoś, kogo polski prezydent nazywa suwerenem, znalazł się w roli
niekłopotliwego balastu współistniejącego harmonijnie z naturą dzięki
przemyślnym technologiom. Człowiek masowy Ortegi y Gasseta wyczerpał swoją
przestrzeń możliwości. Tyle ma do powiedzenia MMX, co do tła opowieści. Elity Pręgi, dysponujące całą zaawansowaną
wiedzą i praktycznie nieograniczonymi możliwościami wspomagania procesów
neuronowych w korze mózgowej, doświadczają nieznanych nam wrażeń.
Nieprzekonywującą granicą nieskończoności Bytu jest tu jedynie twierdzenie
Goedla.
Wprzęgnięty w umysł bohatera autor próbuje nam bezstronnie zdać sprawę ze
stwierdzanego stanu pojęć – takich jak; miłość, władza i etyka – i który nas
chyba nie przekona. Natarczywe prośby do czytelnika o zgodę na ten stan, bo to
jedyna dostępna forma Normy w czasach Pręgi,
rodzą w nas irytację. Jednakże ‘coś’ powstrzymuje przed désintéressement i
zamknięciem książki. Mając to na uwadze, może zrozumiemy zachowania seksualne
bohaterów Pręgi? Zapewne to
zaprogramowane przez Naturę – być może pragmatycznie zbędne – miejsce w umyśle
człowieka jest tak przykrą radością wolności?
Zbigniew Kozłowski
Warszawa, 17.08.18
RECENZJA
Pręga – nowy
znajomy świat
Pręga, to opowieść, która kontynuuje tradycję Lemowskiego
spojrzenia na świat. Chociaż zupełnie inna w odbiorze, słychać w niej dalekie
echa stylu tego klasyka literatury SF w najlepszym wydaniu.
Bohaterem i
zarazem głównym opowiadaczem tej historii jest naukowiec-inżynier, żyjący w
XXXI wieku. Świat przyszłości, w jakim przyszło mu funkcjonować, nie napawa
optymizmem. To świat, w którym ludzie, podzieleni na konkretne klasy, według
funkcji, jakie pełnią, raczej wegetują niż żyją. Mamy tu grupę zwyczajnych
zjadaczy chleba; Tancerek, które zajmują się tą jedyną formą sztuki i rozrywki,
jaka pozostała po dawnym świecie, Wierzących – odprawiających swoje rytuały i
Drwali – którzy są przedstawicielami instytucji porządkowych, ale również, w
razie potrzeby, udzielają pierwszej pomocy przedlekarskiej. Jest też nieliczna
grupa płytkoznamiennych, czyli naukowców, którzy jako jedyni mają dostęp do
wiedzy.
System
zapewnia tym ludziom opiekę i w pełni kontroluje ich życie. Mieszkańcy
boksowisk nie muszą już w zasadzie niczego. Nie pracują i nie martwią się o zaspokajanie podstawowych
życiowych potrzeb, gdyż o to dba skomplikowana technologia; nie mają też
dostępu do wiedzy, która większości z nich jest zbędna. Ludzie nie muszą
martwić się o nic, bo system (Xob) czuwa. Limitowany dostęp do wiedzy jest im
tak naprawdę niepotrzebny.
Odrębną
instytucję stanowi Uniwersytet, na którym żyją i pracują Zmiennopłytkowcy. To
osoby wybitnie inteligentne i uzdolnione, które jako jedyne mają pełny dostęp
do Zasobu, czyli magazynu całej wiedzy, jaka kiedykolwiek została zebrana i
była dostępna ludzkości.
Spotkamy na
kartach książki też pewną odrębną grupę ludzi – Dzikich. To ci, którzy
postanowili żyć poza systemem, w swoistej symbiozie z naturą. Czy dzięki temu
są szczęśliwsi, czy okazali się prawdziwymi buntownikami swoich czasów?
Niekoniecznie. Próżno szukać wśród nich wzorców bohatera. Wybrali po prostu
inny sposób życia w świecie, który i tak został już skazany i chyli się ku
upadkowi.
Pomimo tego,
że akcja powieści osadzona jest w tak dalekiej przyszłości, rzeczywistość,
którą ukazuje, zdaje się być przerażająco znajoma. I choć, być może,
przerysowana, to na pewno zatrważająco realna w przyszłości.
MMX, który
swego czasu porzuca Uniwersytetu, powraca na niego, by zająć się wyjaśnieniem
przyczyny katastrof z przeszłości i zarazem aby ocalić przyszłość – świat
zbliża się do zagłady i pracownicy vel użytkownicy Uniwersytetu doskonale o tym
wiedzą.
W tym celu
bohater studiuje zachowane fragmenty dzienników, żyjącego na przełomie XX
i XXI wieku inżyniera Zby. W swoich poszukiwaniach zastanawia się nad pojęciami
etyki, miłości i władzy. Wchodzi w związek ze spotkaną przypadkiem tancerką
Osą, równocześnie wspominając dawną miłość – Sophię i spotykając się ze swoją
współczesną partnerką – profesor Arfą. Świat, widziany oczami MMX-a, jednego z
niewielu świadomych tego, co naprawdę się dzieje, jest ponury i pozbawiony
nadziei. Nie ma tu jednak ocen, ponieważ MMX pokazuje go bardzo analitycznie,
jakby był widzem, a nie uczestnikiem wielkiego teatru życia. Rozbiera na części
pierwsze nie tylko swoje uczucia i zachowania, ale również emocje swoich
partnerek. Patrzy na świat, pogodzony z zastanym stanem rzeczy, cały czas,
jakby stał obok siebie. Obok życia.
Czy
rzeczywiście szuka odpowiedzi na zadawane sobie pytania o sens, o emocje, o
życie? Być może wcale nie. Być może wie, że to wszystko nie ma już żadnego
znaczenia. Mimo to, MMX odkrywa świat, jakby na nowo, poznając go ciekawskimi
oczami Osy. MMX wymaga od dziewczyny bardzo dużo, ale nie stanowi to dla niej
problemu, ponieważ jest ona głodna wiedzy, zadaje trafne pytania i chce
wiedzieć coraz więcej – są to cechy w zasadzie już zatracone przez ludzi. Sama
Osa mówi w pewnym momencie:
Nie mogę być
bardziej inteligentna niż jestem. Mam tylko takie marzenia, jakie mogą się we
mnie zmieścić. – i są to
słowa uniwersalne, może nawet najważniejsze.
Młoda
kobieta staje się dla inżyniera swoistym bodźcem do dawno porzuconego „może
jednak warto…”. Jest ostatnim błyskiem nadziei MMX-a, w świecie, który już
mentalnie porzucił. Razem odkrywają na nowo archaizmy i doświadczają namiastki
życia poza Systemem. Niestety nie uchroni ich to przed ostatecznym wyrokiem.
Próżno szukać
w powieści wartkiej akcji – to książka dla wymagającego czytelnika. Akcja
płynie swoim własnym tempem. Mamy tu przeskoki czasowe, brak chronologii
wydarzeń. Jedna z najbardziej przejmujących scen, która czasowo rozgrywa się po
ostatnim zdaniu opowieści, w książce umieszczona została centralnie. O
kluczowych wydarzeniach dowiadujemy się już w połowie historii.
Fabuła
zbudowana w ten sposób przypomina tok myślowy, w którym obrazy z przeszłości
mieszają się z teraźniejszością w chaotycznym półśnie. Gdzie rozważania
dotyczące wydarzeń odległych, przechodzą płynnie do tych bliższych
czasowo, żeby po chwili zatrzymać się na tu i teraz, a po ułamku sekundy znów
skoczyć w daleką przyszłość. I w ten sposób należy do tej książki podejść. Jest
ona formą toku myślowego człowieka, który, stojąc u progu starości, staje się
bardziej obserwatorem życia niż jego uczestnikiem i zaczyna świadomie
analizować różne jego aspekty, łącząc je równocześnie w nieoczywistych
konfiguracjach.
Jeśli
zaczniemy ją czytać, mówiąc językiem powieści, w sprzężeniu z mózgiem głównego
bohatera, stanie się dla nas nieoczekiwaną, pełną odkryć podróżą po świecie,
który, nawet jeśli przerażający, jest możliwą alternatywą przyszłości naszych
pokoleń.
Yvonne Heron
Londyn, 25 marzec 2019
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz